„Wciąż uczę się miłości do drugiego człowieka” Rozmowa ze Stanisławą Celińską

Aktorka i wokalistka. Zadebiutowała w teatrze Współczesnym w Warszawie w 1969 roku. Występowała w Warszawie i Poznaniu.

Wielokrotnie brała udział w  Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Do klasyki przeszedł jej występ z piosenką „Uśmiechnij się! Jutro będzie lepiej!” w 1994 roku.

Wydała wiele płyt, między innymi: „Atramentowa…”, „Atramentowa… Suplement” i „Świątecznie”. Wszystkie trzy znalazły się w pierwszej pięćdziesiątce najlepiej sprzedających się płyt w roku 2016. Potem była jeszcze platynowa „Malinowa”, Fryderyk w kategorii „Album Roku Muzyka Poetycka” i Nagroda Publiczności w Opolu za utwór „Niech minie złość”. Najnowsza płyta „Jesienna” ukazała się w 2020 roku.

Spośród niezliczonych filmów, w których grała Stanisława Celińska, można wymienić choćby „Krajobraz po bitwie” i „Panny z Wilka” Andrzeja Wajdy, „Nie ma róży bez ognia” Stanisława Barei, „Noce i dnie” Jerzego Antczaka, „Zaklęte rewiry” Janusza Majewskiego, czy „Spis cudzołożnic” Jerzego Stuhra. Kino też wielokrotnie Stanisławę Celińską nagradzało, między innymi Polską Nagrodą Filmową (Orły) za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą w filmach „Joanna” Feliksa Falka i „Pieniądze to nie wszystko” Juliusza Machulskiego i Nagrodą FPFF – Złotymi Lwami za pierwszoplanową rolę kobiecą w „Spisie cudzołożnic”. Za rolę w „Pieniądze to nie wszystko” otrzymała również główną nagrodę na festiwalu filmowym w Szanghaju. Jury przewodniczył Allan Parker.

Teatr Telewizji, Teatr Polskiego Radia, seriale, role dubbingowe to kolejne obszary, w których działa Stanisława Celińska. Otrzymała liczne nagrody państwowe, między innymi: Złoty Krzyż Zasługi, Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości, Nagroda Specjalna „Diament Trójki” dla twórcy z wybitnym talentem, Nagroda im. Przemysława Gintrowskiego – przyznana po raz pierwszy, przeznaczona dla twórców stojących na straży prawdy i umiłowania wolności. Skąd w niej power? Opowie.

 – Pisząc notkę o pani pomyślałam, że jest pani naszym dobrem narodowym…

To wielkie słowo, bardzo dziękuję. Nie wiem, czy do końca zasłużyłam na takie określenie, ale prawdą jest, że od lat staram się uczciwie pracować w naszym kraju.

– Kiedy widzę panią na scenie, przychodzą mi na myśl słowa „mądrość” i „charyzma”.

Jeżeli ktoś przeżył tyle lat i, mimo różnych ułomności, pracował nad sobą, to powinien mieć coś ludziom do powiedzenia. Myślę nawet, że jego obowiązkiem jest dzielić się z innymi tym, czego się dowiedział i co w sobie wypracował. Jeżeli chodzi o charyzmę, nie wiem dokładnie co to znaczy, ale być może jest to dar pewnej duchowości i moc przekazywania tejże innym ludziom.

– „Czuję w sobie ogromną siłę, którą można by spożytkować: walnąć potężne rólsko, grzmotnąć głosem, osobowością, siłą.” Te pani słowa sprzed lat są aktualne?

Nie. To był czas, kiedy myślałam inaczej o sposobie przekazywania emocji i uczuć. Być może łączyło się to z podnoszeniem z upadku, w jaki się wpędziłam. Zawsze lubiłam płynąć pod prąd i kiedy kilka lat temu zauważyłam, że mój krzyk w przekazie artystycznym zaczyna zbliżać się do zenitu, postanowiłam zacząć przemawiać inaczej. Sama potrzebowałam spokojnego głosu, który mnie pocieszy, a ponieważ wszyscy jesteśmy jednym organizmem, okazało się, że takich jak ja jest wielu.

– Porozmawiajmy o dawnych czasach. Jakie jest pani najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Pamiętam ojca, jego ciepło i muzykę.

 – Jaką dziewczynką pani była? 

 Myślę, że byłam zagubiona w świecie dorosłych. Nie mam do nich pretensji. Odbudowywali siebie po wojnie i nie mieli dla mnie czasu. Czułam się trochę niepotrzebna. Być może urodziłam się za wcześnie, ale tak miało być, ponieważ ojciec za chwilę umarł, a pozostawił mi w darze muzykę, która dzisiaj jest dla mnie najważniejsza.

– Niewiele jako dziecko dostała pani miłości. Jak to na panią wpłynęło? Postawiła pani barierę przed światem?

Myślę, że tak. Ta nieufność jest we mnie do tej pory. Jest to rodzaj niezamierzonego dystansu nad którym pracuję, kiedy ktoś staje mi się bliski. Krótko mówiąc – cały czas uczę się miłości do drugiego człowieka.

– Jak wspomina pani młodość w PRL-u? Wiele naszych rówieśników twierdzi, że było biednie, ale weselej i bardziej życzliwie niż dziś.

W sztuce Grace i Gloria Toma Zieglera gram rolę starej, schorowanej, ale bardzo mądrej kobiety, która między innymi mówi o tym, że bogactwo demoralizuje człowieka. Coś w tym jest. Wtedy czuliśmy się bardziej równi, prawie wszyscy posiadaliśmy tyle samo, czyli niewiele, ale bardziej mieliśmy siebie. Teraz te różnice społeczne powodują niepotrzebne zawiści.

– Młodość w czasach wiecznego niedoboru wszystkiego, z kartkami na żywność czy buty, z brakiem wolności – to nas ukształtowało. Dało siłę i zaradność. Zgadza się pani?

Tak. Kiedy człowiek czegoś nie ma, próbuje osiągnąć to innymi drogami. Dam przykład: nie mamy pieniędzy na kupno nowej szafy. W związku z tym oklejamy starą szafę przecudną, samoprzylepną tapetą. To dotyczyło wszystkiego: reperowanych rajstop, przerabianych ubrań i zabawek dla dzieci. To dawało zaradność, siłę przetrwania, a jednocześnie rozbudzało wyobraźnię.

– Nasza generacja, to znaczy osoby w wieku mniej więcej 50 – 70 lat, to tak zwane Pokolenie Mocy. Doczekaliśmy się tej nazwy ponieważ, jak pokazuje najnowsze badanie, większość z nas to ludzie energiczni, młodzi duchem, jeszcze w dobrej kondycji fizycznej, z ochotą, by żyć z rozmachem. Czuje się Pani mocna?

Tak. Ma pani rację. Tamte czasy wzmocniły nas, wzmocniła nas również walka o wszystko. Mieliśmy świadomość, że musimy wszystko zdobywać sami, natomiast swoim dzieciom chcemy wszystko dać, żeby mieli, żeby czuli się szczęśliwi – dlatego są słabsi. Mają nas i nie muszą walczyć. To tak, jakby lwica nie nauczyła swoich dzieci polowania.

– Już wszystko możemy, a nic już nie musimy, czyż nie?

Nie, absolutnie nie. Życie szykuje nam wielkie niespodzianki. Musimy być czujni i mieć świadomość konieczności nieustannego rozwoju i pracy nad sobą. To myślenie umocniło się we mnie teraz, podczas pandemii. Wróg jest ukryty i zbiera obfite żniwo. Wiadomo, że może zabić ciało, ale niech nie zabija siły ducha. Nie można dać się zwieźć rzeczom nabytym, bo można je w każdej chwili stracić. Najbardziej należy cenić zdobycze duchowe.

– Ma pani za sobą ciężką, zwycięską walkę z uzależnieniem od alkoholu. Skąd wziął się ten demon nałogu? I co panią zmotywowało do podjęcia walki z nim?

Demony istnieją wokół nas i atakują, kiedy jesteśmy słabi. Jedyną siłą, która może je zgładzić jest wiara – ona mi pomogła. Chciałam żyć dla swoich dzieci i na złość wszystkim, którzy we mnie przestali wierzyć.

– W Teatrze Rozmaitości w Warszawie zagrała pani kobietę z peep-show w dramacie Sarah Kane Oczyszczeni w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Jakie bariery pani przełamała dla tej roli?  

Rola ta przypomniała mi o tym, że mimo wieku dalej jestem kobietą, która pragnie miłości i jest w środku młoda. Trzeba było zawalczyć z ciałem, które już nie było atrakcyjne jak kiedyś, i w związku z tym przestać się wstydzić.

– Wielcy piszą dla pani teksty, ale śpiewa też pani utwory własne. Potrzeba podzielenia się doświadczeniem?

Wspomniałam, że po przeżyciu wielu rzeczy związanych z wiekiem dobrze jest podzielić się tym z innymi ludźmi, którzy tego potrzebują. To, co opowiadam w swoich piosenkach dlatego ma swoją siłę, że jest poparte prawdą życia.

– Doświadczenie życiowe to atut czy obciążenie?

Pewne rzeczy oczywiście obciążają, ale inne stanowią bogactwo. Niemniej największą korzyść wyciągnęłam nie z pochwał, ale z krytyki.

– Skąd w pani siła do wciąż nowych projektów?

Im więcej człowiek daje, tym więcej dostaje. Na koncertach staram się nie myśleć o sobie, ale o ludziach, którzy na mnie patrzą i słuchają. Swoimi tekstami staram się im pomóc w codziennych problemach. Oni to czują i dają mi swoje serca. Po koncercie mam w sobie więcej dobra, niż go dałam i napęd do dalszego działania.

– „Nie ma nic przyjemniejszego niż zwycięstwo nad samym sobą”. Które zwycięstwo smakowało najlepiej?

To były zwycięstwa każdego dnia – nad materią życia, nad problemami związanymi z dziećmi, ze sobą. Tych małych zwycięstw początkowo się nie docenia, dopiero później człowiek widzi, ile pokonał. To daje radość.

– „Sukces trudniej unieść niż klęskę”.

Klęska nie powinna nas załamywać, a sukces oszałamiać i powodować, że przestajemy pracować nad sobą.

– Mierzy się pani z upływem czasu?

Obecnie czuję się młodziej niż kiedyś, bardziej umiem cieszyć się życiem, wiem już, że ważna jest każda chwila. W związku z tym czas mi sprzyja.

– Jak pani dziś widzi świat? Co panią w nim drażni, przeszkadza, a co się podoba?

Oczywiście martwię się zmianami, które zachodzą na ziemi. Być może mnie nie będą one dotyczyły, ale będą się z nimi zmagać moje dzieci i wnuki, dlatego popieram wszelką ekologię. Najbardziej mnie boli rozwój nienawiści wśród ludzi, bo ta wiedzie do destrukcji. Natomiast fascynuje mnie to, że można poznać najbardziej odległe zakątki świata poprzez podróże, lub oglądając programy podróżnicze.

– Rywalizuje pani z młodymi? A może uczy się od nich?

Często przypatruję się młodym ludziom i dostrzegam ich świeżość, spontaniczność, to, co jest najważniejsze w życiu i twórczości.

– Jak pani dziś myśli o sobie sprzed lat? Gdzie jest dziś dziewczyna z Krajobrazu po bitwie?

Teraz jestem bardziej szczęśliwa. Wtedy nie umiałam cieszyć się życiem i wynajdywałam różne problemy, żeby się nimi zamartwiać. Czasami oglądam siebie taką dawną i budzę w sobie tamtą dziewczynę. To też jest potrzebne.

– Istnieją kolejne bariery do pokonania?

Mnóstwo. Każdego dnia dopada nas świat zewnętrzny i trzeba walczyć, żeby pozostać sobą.

– Co jest dziś dla pani ważne?

Ważni są ludzie i zwierzęta, które mnie otaczają. Chcę być wśród nich szczęśliwa i chcę, żeby oni byli szczęśliwi ze mną.

Czerwiec 2021

 

 

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz